Ostatnio piątkowa impreza należała do udanych. Centralny Basen Artystycznym klubem niezłym jest, DJ dał ciała ale ludzie dopisali. Wystrój w porządku. Dziewczyny w porządku. Barmani w porządku. I na szczęście całkowity, i co najważniejsze, respektowany przez gości zakaz palenia. Ogólnie rzecz biorąc odkryłem podczas tej imprezy wspomagane dużą dozą różnych alkoholi nienaruszone do tej pory pokłady przebojowości i śmiałości. Na imię ma Martyna, jutro idziemy na drugą... nie wiem czy można to nazwać randką, bo póki co słabo idzie wyciąganie jej gdzieś na wieczór, także po prostu spacerujemy sobie wśród pięknych okoliczności przyrody i tak dalej i tak dalej.
Na następnej imprezie nie poszło już tak różowo. Pomimo wielu prób jakoś nie udało mi się przekonać do siebie żadnej młódki. Zrzucam to na karb tego, że dziewczyny z SGH są dziwaczne i lubią facetów wyglądających jak kretyni (te postawione kołnierzyki i żelik). Dlatego też dwóch prawdziwych (w zasadzie trzech jeśli doliczyć przygodnie poznanego Adama) mężczyzn nie miało tam za bardzo czego szukać.
Kwiecień za to zapowiada się nader interesująco. Zwłaszcza okres świąteczny. Mam zamiar odnowić jakieś stare znajomości jeszcze z ferii zimowych.
***
Czy ktoś to w ogóle czyta?
poniedziałek, 29 marca 2010
środa, 20 stycznia 2010
To wcale nie jest tak jak ci się wydaje...
-Nie, nie, nie! Ja jestem szczęśliwym singlem! -krzyknęła i uciekła.
-Ale mi to wcale nie przeszkadza! -odpowiedział autor.
A prawie się udało. Będziemy w każdym bądź razie próbować dalej.
***
Jak to jest, że podobno student to raczej taki gatunek imprezująco - pijący niż uczący się a ja trzykrotnie w tym miesiącu poniosłem porażkę starając się wyciągnąć kogokolwiek (sic!) na imprezę. Ba, nie udało mi się nawet wyciągnąć nikogo na piwo. Czy to ze mną jest coś nie tak? Czy też może naprawdę wszyscy mają tyle nauki? Studiuję razem z wami, uczę się mało, i mam takie same oceny jak wy, więc sam już nie wiem co mam myśleć. Nie, ze mną jest wszystko w porządku, to ci ludzie są jacyś dziwni.
-Ale mi to wcale nie przeszkadza! -odpowiedział autor.
A prawie się udało. Będziemy w każdym bądź razie próbować dalej.
***
Jak to jest, że podobno student to raczej taki gatunek imprezująco - pijący niż uczący się a ja trzykrotnie w tym miesiącu poniosłem porażkę starając się wyciągnąć kogokolwiek (sic!) na imprezę. Ba, nie udało mi się nawet wyciągnąć nikogo na piwo. Czy to ze mną jest coś nie tak? Czy też może naprawdę wszyscy mają tyle nauki? Studiuję razem z wami, uczę się mało, i mam takie same oceny jak wy, więc sam już nie wiem co mam myśleć. Nie, ze mną jest wszystko w porządku, to ci ludzie są jacyś dziwni.
sobota, 12 grudnia 2009
Koleżanko, masz szacunek ludzi pomorza
Tak, tak, koleżanko A. nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy, ale dzielnie stanęłaś do walki a zwycięstwo było po twojej stronie. Dałaś radę wytrzymać 4 godziny mojego bezsensownego pieprzenia i jeszcze dotrzymywać mi kroku w konsumpcji. A było tego całkiem sporo. Jesteś pierwszą dziewczyną która dała radę utrzymać się na nogach po zestawie plażowym (wódka zapijana piwem). Ja mam nieodparte wrażenie, że otwieranie tej drugiej połówki nie było takim dobrym pomysłem. Bo nie było. Ale wytrzymałaś, zniosłaś to lepiej ode mnie. Co prawda zaległaś potem razem ze mną w tym małym pokoju z otwartym oknem, ale i tak zasługujesz na szacunek ludzi pomorza.
I co prawda nie udał się mój niecny plan, chociaż było blisko. Twoja decyzja gdy już zostaliśmy sami, młodzi i nietrzeźwi; dziwnie to zabrzmi ale właśnie ta odmowa sprawiła, że stałaś się dla mnie jeszcze bardziej atrakcyjna. Chyba nikt jeszcze nie wydawał mi się tak pociągający jak ty w tym momencie.
To be continued...
I co prawda nie udał się mój niecny plan, chociaż było blisko. Twoja decyzja gdy już zostaliśmy sami, młodzi i nietrzeźwi; dziwnie to zabrzmi ale właśnie ta odmowa sprawiła, że stałaś się dla mnie jeszcze bardziej atrakcyjna. Chyba nikt jeszcze nie wydawał mi się tak pociągający jak ty w tym momencie.
To be continued...
piątek, 4 grudnia 2009
Czekając na śnieg
Z niepokojem i pewną dozą niecierpliwości czytam meteorogramy wyczekując tego wspaniałego, jedynego w swoim rodzaju momentu. Moment ten to oczywiście pierwszy grudniowy śnieg i mróz występujące razem tej samej nocy. Tej jednej nocy kiedy wiglotne powietrze z zachodu zostanie dodatkowo potraktowane siarczystym chłodem znad Skandynawii, cząsteczki wody zawirują w szale tworzenia i zamienią się w biały puch, który potem okryje drzewa, chodniki, kałuże, drogi, krzaki, samochody i moją czapkę.
Zawsze wyczekiwałem tej chwili bo kojarzyła mi się z coraz bliższymi świętami. Teraz, gdy już trochę więcej mam lat na karku, doszła do tego rzecz jeszcze jedna (nie umniejszając oczywiście nic świętom jako, że jest to okres wspaniały i istotny). To, co doszło, to chęć spróbowania swoich sił na śniegu. Biegałem już po trawie, asfalcie, piasku plaży i takim na polnej drodze, po lesie, przez kałuże i miękkie błoto na podmokłej ziemi przy stawach w Zalesiu. A teraz chcę zobaczyć jak to będzie na śniegu.
Szczerze mówiąc, jest to nieco niepokojące.
Zawsze wyczekiwałem tej chwili bo kojarzyła mi się z coraz bliższymi świętami. Teraz, gdy już trochę więcej mam lat na karku, doszła do tego rzecz jeszcze jedna (nie umniejszając oczywiście nic świętom jako, że jest to okres wspaniały i istotny). To, co doszło, to chęć spróbowania swoich sił na śniegu. Biegałem już po trawie, asfalcie, piasku plaży i takim na polnej drodze, po lesie, przez kałuże i miękkie błoto na podmokłej ziemi przy stawach w Zalesiu. A teraz chcę zobaczyć jak to będzie na śniegu.
Szczerze mówiąc, jest to nieco niepokojące.
poniedziałek, 30 listopada 2009
To skąd właściwie jesteś?
Zerk, zerk...
Zerk, zerk??
Uśmiech, oczko, znowu uśmiech...
-Może się przysiądę?
-Proszę, proszę... -uśmiech
-Mateusz...
-Mariola... albo Dżesika, tak naprawdę Mariola, ale może być Dżesika -uśmiech
-Bardzo mi miło... -confused
-Mi również...
-Jak się bawisz?
-Całkiem nieźle, przyszedłeś tutaj z Alicją?
-Tak, studiujemy razem.
-Ah, gospodarka tak?
-No tak, chociaż studiujemy to za dużo powiedziane. Bardziej pasowałoby opieprzamy się przez 5 dni w tygodniu a potem jest weekend. A ty studiujesz?
-Póki co nie.
-Mhm.
-Wiesz interesuje mnie kosmetologia...
-Ah to interesujące -cholera, cholera, cholera nic nie wiem na ten temat, krem nivea, krem nivea... -pracujesz jako kosmeto... lożka?
-Na razie szukam pracy.
-A z jakim skutkiem?
-Mizernym...
-No ja też miałem ten problem aż przerzuciłem się w szarą strefę.
-To znaczy?
-Daję korepetycje z angielskiego.
-Z jakim skutkiem? -uśmiech
-Wydaje mi się, że radzę sobie dobrze -co innego powiedzieć? -przynajmniej wpadnie jakaś kasa, nie tylko to co od rodziców.
-Mhm, a skąd jesteś?
-Z Piaseczna a ty?
-Też spod Warszawy, Marki.
-Bywam tam przejazdem jak wracam do Trójmiasta raz na jakiś czas.
-Jesteś z Trójmiasta?!
-Z szeroko pojętych okolic, 50 km od Gdyni, kierunek pn zachodni.
-Fajnie, też chciałabym mieszkać nad morzem.
-Szybko się nudzi.
-Nie gadaj...
-Tak jest, w wakacje nad morze jeździmy pod 19 jak już nie ma ludzi na plaży, a po wakacjach to tylko biegamy po plaży albo pijemy piwo w plenerze, największa miejscówka w okolicy -o czym ty do kurny nędzy mówisz człowieku??!!
-No tak, młodzież.
-Młodzież.
-...
-...
Zerk, zerk...
-Może zatańczymy? -tętno 240 uderzeń na minutę...
-A z chęcią
Tany, tany, tralala... ocieru ocieru...
-Hmm... może pójdziemy się przewietrzyć, strasznie tu gorąco... -tętno 280 uderzeń.
-Ok...
-Piękna noc, jak rześko.
-Rześko? Nikt już tak nie mówi -uśmiech
-Nie znam tego nowoczesnego języka -śmieje się to dobrze
-...
-...
-Masz piękne oczy -jak ty je widzisz skoro jest ciemno.
-Dziękuję...
-...
-...
-...
-...
-Hm... to było miłe...
-Może być jeszcze milsze...
I tak dalej i tak dalej. Tak powinno być. Było zupełnie inaczej. Dzisiaj miało się poprawić a się nie poprawi. Imiona i inne dane zmienione celowo. Tok wypowiedzi również, jeśli nawinie się to kiedykolwiek w ręce kogoś, kto rozgryzie drugie dno to albo zrozumie mnie albo będę skończony. Póki co ryzyk fizyk i publikujemy...
Zerk, zerk??
Uśmiech, oczko, znowu uśmiech...
-Może się przysiądę?
-Proszę, proszę... -uśmiech
-Mateusz...
-Mariola... albo Dżesika, tak naprawdę Mariola, ale może być Dżesika -uśmiech
-Bardzo mi miło... -confused
-Mi również...
-Jak się bawisz?
-Całkiem nieźle, przyszedłeś tutaj z Alicją?
-Tak, studiujemy razem.
-Ah, gospodarka tak?
-No tak, chociaż studiujemy to za dużo powiedziane. Bardziej pasowałoby opieprzamy się przez 5 dni w tygodniu a potem jest weekend. A ty studiujesz?
-Póki co nie.
-Mhm.
-Wiesz interesuje mnie kosmetologia...
-Ah to interesujące -cholera, cholera, cholera nic nie wiem na ten temat, krem nivea, krem nivea... -pracujesz jako kosmeto... lożka?
-Na razie szukam pracy.
-A z jakim skutkiem?
-Mizernym...
-No ja też miałem ten problem aż przerzuciłem się w szarą strefę.
-To znaczy?
-Daję korepetycje z angielskiego.
-Z jakim skutkiem? -uśmiech
-Wydaje mi się, że radzę sobie dobrze -co innego powiedzieć? -przynajmniej wpadnie jakaś kasa, nie tylko to co od rodziców.
-Mhm, a skąd jesteś?
-Z Piaseczna a ty?
-Też spod Warszawy, Marki.
-Bywam tam przejazdem jak wracam do Trójmiasta raz na jakiś czas.
-Jesteś z Trójmiasta?!
-Z szeroko pojętych okolic, 50 km od Gdyni, kierunek pn zachodni.
-Fajnie, też chciałabym mieszkać nad morzem.
-Szybko się nudzi.
-Nie gadaj...
-Tak jest, w wakacje nad morze jeździmy pod 19 jak już nie ma ludzi na plaży, a po wakacjach to tylko biegamy po plaży albo pijemy piwo w plenerze, największa miejscówka w okolicy -o czym ty do kurny nędzy mówisz człowieku??!!
-No tak, młodzież.
-Młodzież.
-...
-...
Zerk, zerk...
-Może zatańczymy? -tętno 240 uderzeń na minutę...
-A z chęcią
Tany, tany, tralala... ocieru ocieru...
-Hmm... może pójdziemy się przewietrzyć, strasznie tu gorąco... -tętno 280 uderzeń.
-Ok...
-Piękna noc, jak rześko.
-Rześko? Nikt już tak nie mówi -uśmiech
-Nie znam tego nowoczesnego języka -śmieje się to dobrze
-...
-...
-Masz piękne oczy -jak ty je widzisz skoro jest ciemno.
-Dziękuję...
-...
-...
-...
-...
-Hm... to było miłe...
-Może być jeszcze milsze...
I tak dalej i tak dalej. Tak powinno być. Było zupełnie inaczej. Dzisiaj miało się poprawić a się nie poprawi. Imiona i inne dane zmienione celowo. Tok wypowiedzi również, jeśli nawinie się to kiedykolwiek w ręce kogoś, kto rozgryzie drugie dno to albo zrozumie mnie albo będę skończony. Póki co ryzyk fizyk i publikujemy...
sobota, 28 listopada 2009
W poszukiwaniu straconego czasu...
Potrzebuję czegoś, co pozwoli mi oszczędzać czas -tzn pomoże mi przemieszczać się z miejsca na miejsce w sposób bardziej efektywny niż czynię to do tej pory.
Mieszkając w Zalesiu Dolnym (administracyjnie należące do Piaseczna) cierpię na chroniczną przypadłość bycia daleko od najbliższego węzła komunikacyjnego. Do tegoż mam 20 minut piechotą, co przekłada się na 40 minut straconego czasu, który muszę poświęcić na dotarcie do dworca PKP (węzła komunikacyjnego). Jest oczywiście autobus miejski linii 727 ale jeździ na tyle rzadko (średnio co pół godziny) a trasę ma tak wydłużoną w stosunku do linii 709, że często pozostaje nieuzasadnione z punktu widzenia efektywności przemieszczania się korzystanie z tej linii. Usprawiedliwia wsiadanie do tego autobusu jedynie lenistwo.
Powracając do dworca PKP, do wyboru mamy tam 2 środki lokomocji (taksówek również tam obecnych nie biorę pod uwagę z racji wysokich kosztów i moich niskich dochodów): pociągi Kolei Mazowieckich oraz linię autobusową 709. Pierwszy z nich wydaje się dość sensownym rozwiązaniem, niestety cierpiącym z powodu niskiej częstotliwości kursowania składów (średnio raz na godzinę) ale z Piaseczna do centrum Warszawy pozwala dostać się w około 60 minut (łącznie z dojściem tych 20 minut z domu do dworca).
Autobus linii 709 w około 35 minut zabierze nas do stacji metra Wilanowska, po czym należy w to metro wsiąść i po 70 minutach od wyjścia z domu jesteśmy w centrum. O ile nie ma korków. Bo pociąg ma jedną ważną zaletę nad autobusem, tj nie stoi w zatorach drogowych. I przydaje się to w godzinach szczytu, bo wówczas podróż autobusem drastycznie się wydłuża a podróż z domu do centrum Warszawy potrafi zwiększyć swoją objętość czasową o 30% (czas podróży autobusem wydłuża się z 35 do 55 minut).
Oprócz tego, brak w najbliższej okolicy niedrogiego sklepu spożywczego. Jest co prawda niejaki supermarket Pod Dębami, ale ceny produktów oraz zakres oferowanego asortymentu niech pozostaną za karzącą kurtyną milczenia. Najbardziej sensowne jest zatem udawanie się po zakupy do centrum handlowego Auchan położonego przy ulicy Puławskiej w Mysiadle (no, w Piasecznie właściwie ale przystanek jest Mysiadło). Niestety, pomimo tego, że autobus jedzie tam 10 minut to cała wyprawa łącznie ze zrobieniem zakupów i powrotem do domu zabiera od 1,5 do 2 godzin, co jest czymś po prostu karygodnym.
Ergo, potrzebuję czegoś, co pozwoliłoby ograniczyć czas potrzebny do dotarcia do węzła komunikacyjnego albo zabrało do Auchan na zakupy. To coś to samochód lub skuter.
Jak to miło dojść do sensownej konkluzji.
Mieszkając w Zalesiu Dolnym (administracyjnie należące do Piaseczna) cierpię na chroniczną przypadłość bycia daleko od najbliższego węzła komunikacyjnego. Do tegoż mam 20 minut piechotą, co przekłada się na 40 minut straconego czasu, który muszę poświęcić na dotarcie do dworca PKP (węzła komunikacyjnego). Jest oczywiście autobus miejski linii 727 ale jeździ na tyle rzadko (średnio co pół godziny) a trasę ma tak wydłużoną w stosunku do linii 709, że często pozostaje nieuzasadnione z punktu widzenia efektywności przemieszczania się korzystanie z tej linii. Usprawiedliwia wsiadanie do tego autobusu jedynie lenistwo.
Powracając do dworca PKP, do wyboru mamy tam 2 środki lokomocji (taksówek również tam obecnych nie biorę pod uwagę z racji wysokich kosztów i moich niskich dochodów): pociągi Kolei Mazowieckich oraz linię autobusową 709. Pierwszy z nich wydaje się dość sensownym rozwiązaniem, niestety cierpiącym z powodu niskiej częstotliwości kursowania składów (średnio raz na godzinę) ale z Piaseczna do centrum Warszawy pozwala dostać się w około 60 minut (łącznie z dojściem tych 20 minut z domu do dworca).
Autobus linii 709 w około 35 minut zabierze nas do stacji metra Wilanowska, po czym należy w to metro wsiąść i po 70 minutach od wyjścia z domu jesteśmy w centrum. O ile nie ma korków. Bo pociąg ma jedną ważną zaletę nad autobusem, tj nie stoi w zatorach drogowych. I przydaje się to w godzinach szczytu, bo wówczas podróż autobusem drastycznie się wydłuża a podróż z domu do centrum Warszawy potrafi zwiększyć swoją objętość czasową o 30% (czas podróży autobusem wydłuża się z 35 do 55 minut).
Oprócz tego, brak w najbliższej okolicy niedrogiego sklepu spożywczego. Jest co prawda niejaki supermarket Pod Dębami, ale ceny produktów oraz zakres oferowanego asortymentu niech pozostaną za karzącą kurtyną milczenia. Najbardziej sensowne jest zatem udawanie się po zakupy do centrum handlowego Auchan położonego przy ulicy Puławskiej w Mysiadle (no, w Piasecznie właściwie ale przystanek jest Mysiadło). Niestety, pomimo tego, że autobus jedzie tam 10 minut to cała wyprawa łącznie ze zrobieniem zakupów i powrotem do domu zabiera od 1,5 do 2 godzin, co jest czymś po prostu karygodnym.
Ergo, potrzebuję czegoś, co pozwoliłoby ograniczyć czas potrzebny do dotarcia do węzła komunikacyjnego albo zabrało do Auchan na zakupy. To coś to samochód lub skuter.
Jak to miło dojść do sensownej konkluzji.
wtorek, 24 listopada 2009
Czyżby spadek formy?
7:45 -budzik
8:00 -może jeszcze chwilkę...
8:30 -no nie, trzeba wstać...
8:44 no dobra, wstaję.
8:46 -łazienka: o newsweek leży od wczoraj na podłodze, jest co czytać
8:47 -kuchnia -ameryka nie tak silna jak się wydaje, dość ciekawa teza Fareeda Zakarii (znanego nam skądinąd) i następnie równie ciekawy artykuł o upadku ekonomicznym kalifornii.
8:48 -jemy: serek wiejski z rodzynkami i otrębami granulowanymi, sałatka z wczoraj, kefir, jabłko, woda około 300 kcal (ale przynajmniej smaczne)
8:55 -siadam do komputera, facebook, gmail, nasza klasa, grono, zero wiadomości
9:01 -kupuję na allegro nowe słuchawki
9:03 -kupiłbym sobie hantle ale szkoda pieniędzy... kurczę fajne są... za tydzień sobie zamówię
9:06 -sprzątam
9:08 -łazienka
9:12-9:48 nic ciekawego nie robiłem
9:55 -no to lecimy, sportowa bielizna, dres, koszulka, longsleeve, blua, czapka, rękawiczki, słuchawki do uszu w słuchawkach Polskie Radio Program 3
9:58 -zaczynam rozgrzewkę, na początku kilometr i 100 metrów lekkiego truchtu plus podskoki, wymachy nóg, wymachy ramion, skip a i b
10:04 -dalszy ciąg rozgrzewki, rozciąganie -wszystko co najważniejsze
10:14 -trochę pobudzających ćwiczeń: pajacyki, podskoki, sprint w miejscu
10:16 -no to lecimy...
10:23 -hmm coś słabo te pierwsze 1,5 kilometra
10:30 -cholera, naprawdę słabo, jestem zmęczony a to dopiero 3 kilometry
10:51 -musiałem zwolnić, 6 kilometrów w 40 minut, strasznie słabo... jeszcze w październiku robiłem dychę w 50 minuty.
10:52 -przynajmniej z wygaszaniem nie ma problemów, trochę rozciągania i tempo spada ze 150 do normalnych 59-60 uderzeń
11:00 -no to jeszcze 300 metrów sprintu na dobicie, 3 razy po 100 metrów
11:02 -ałaa... moje nogi
11:03 -no to rozciągamy
11:06 -już w domu
11:08 -szóstka wejdera koszmarem studentów... jedziemy
11:14 -no to jeszcze trochę pompek... 20 zwykłych i 10 wąskich wystarczy
11:17 -przysiady z obciążeniem (plecak z książkami), 25 wystarczy
11:19 -rozciągamy...
11:25 -skoro już odetchnąłem, trzeba coś zjeść, idziemy w białko -banan, serek wiejski, woda 220 kcal.
11:27 -myślę, że komuś może to wydać się interesujące... ale najpierw prysznic
Martwi mnie dzisiejsza sytuacja, 6 kilometrów w niezbyt dobrym czasie i byłem praktycznie wyczerpany. Składam to na karb lekce sobie ważenia biegania przez ostatnie 2 tygodnie, 2 tygodnie temu biegałem tylko 2 razy (w sumie 13 km), w zeszłym ani razu.
Plus chyba nie jest dobrym pomysłem bieganie w dzień po siłowni (zwłaszcza, że dałem sobie w kość, zwłaszcza pod koniec na ergometrze -udało mi się ustawić nową życiówkę na 2 km z obciążeniem 8 aktualny rekord: 9:51). Ale na dzisiaj dość samozachwytu.
8:00 -może jeszcze chwilkę...
8:30 -no nie, trzeba wstać...
8:44 no dobra, wstaję.
8:46 -łazienka: o newsweek leży od wczoraj na podłodze, jest co czytać
8:47 -kuchnia -ameryka nie tak silna jak się wydaje, dość ciekawa teza Fareeda Zakarii (znanego nam skądinąd) i następnie równie ciekawy artykuł o upadku ekonomicznym kalifornii.
8:48 -jemy: serek wiejski z rodzynkami i otrębami granulowanymi, sałatka z wczoraj, kefir, jabłko, woda około 300 kcal (ale przynajmniej smaczne)
8:55 -siadam do komputera, facebook, gmail, nasza klasa, grono, zero wiadomości
9:01 -kupuję na allegro nowe słuchawki
9:03 -kupiłbym sobie hantle ale szkoda pieniędzy... kurczę fajne są... za tydzień sobie zamówię
9:06 -sprzątam
9:08 -łazienka
9:12-9:48 nic ciekawego nie robiłem
9:55 -no to lecimy, sportowa bielizna, dres, koszulka, longsleeve, blua, czapka, rękawiczki, słuchawki do uszu w słuchawkach Polskie Radio Program 3
9:58 -zaczynam rozgrzewkę, na początku kilometr i 100 metrów lekkiego truchtu plus podskoki, wymachy nóg, wymachy ramion, skip a i b
10:04 -dalszy ciąg rozgrzewki, rozciąganie -wszystko co najważniejsze
10:14 -trochę pobudzających ćwiczeń: pajacyki, podskoki, sprint w miejscu
10:16 -no to lecimy...
10:23 -hmm coś słabo te pierwsze 1,5 kilometra
10:30 -cholera, naprawdę słabo, jestem zmęczony a to dopiero 3 kilometry
10:51 -musiałem zwolnić, 6 kilometrów w 40 minut, strasznie słabo... jeszcze w październiku robiłem dychę w 50 minuty.
10:52 -przynajmniej z wygaszaniem nie ma problemów, trochę rozciągania i tempo spada ze 150 do normalnych 59-60 uderzeń
11:00 -no to jeszcze 300 metrów sprintu na dobicie, 3 razy po 100 metrów
11:02 -ałaa... moje nogi
11:03 -no to rozciągamy
11:06 -już w domu
11:08 -szóstka wejdera koszmarem studentów... jedziemy
11:14 -no to jeszcze trochę pompek... 20 zwykłych i 10 wąskich wystarczy
11:17 -przysiady z obciążeniem (plecak z książkami), 25 wystarczy
11:19 -rozciągamy...
11:25 -skoro już odetchnąłem, trzeba coś zjeść, idziemy w białko -banan, serek wiejski, woda 220 kcal.
11:27 -myślę, że komuś może to wydać się interesujące... ale najpierw prysznic
Martwi mnie dzisiejsza sytuacja, 6 kilometrów w niezbyt dobrym czasie i byłem praktycznie wyczerpany. Składam to na karb lekce sobie ważenia biegania przez ostatnie 2 tygodnie, 2 tygodnie temu biegałem tylko 2 razy (w sumie 13 km), w zeszłym ani razu.
Plus chyba nie jest dobrym pomysłem bieganie w dzień po siłowni (zwłaszcza, że dałem sobie w kość, zwłaszcza pod koniec na ergometrze -udało mi się ustawić nową życiówkę na 2 km z obciążeniem 8 aktualny rekord: 9:51). Ale na dzisiaj dość samozachwytu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)