Ostatnio piątkowa impreza należała do udanych. Centralny Basen Artystycznym klubem niezłym jest, DJ dał ciała ale ludzie dopisali. Wystrój w porządku. Dziewczyny w porządku. Barmani w porządku. I na szczęście całkowity, i co najważniejsze, respektowany przez gości zakaz palenia. Ogólnie rzecz biorąc odkryłem podczas tej imprezy wspomagane dużą dozą różnych alkoholi nienaruszone do tej pory pokłady przebojowości i śmiałości. Na imię ma Martyna, jutro idziemy na drugą... nie wiem czy można to nazwać randką, bo póki co słabo idzie wyciąganie jej gdzieś na wieczór, także po prostu spacerujemy sobie wśród pięknych okoliczności przyrody i tak dalej i tak dalej.
Na następnej imprezie nie poszło już tak różowo. Pomimo wielu prób jakoś nie udało mi się przekonać do siebie żadnej młódki. Zrzucam to na karb tego, że dziewczyny z SGH są dziwaczne i lubią facetów wyglądających jak kretyni (te postawione kołnierzyki i żelik). Dlatego też dwóch prawdziwych (w zasadzie trzech jeśli doliczyć przygodnie poznanego Adama) mężczyzn nie miało tam za bardzo czego szukać.
Kwiecień za to zapowiada się nader interesująco. Zwłaszcza okres świąteczny. Mam zamiar odnowić jakieś stare znajomości jeszcze z ferii zimowych.
***
Czy ktoś to w ogóle czyta?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz