7:45 -budzik
8:00 -może jeszcze chwilkę...
8:30 -no nie, trzeba wstać...
8:44 no dobra, wstaję.
8:46 -łazienka: o newsweek leży od wczoraj na podłodze, jest co czytać
8:47 -kuchnia -ameryka nie tak silna jak się wydaje, dość ciekawa teza Fareeda Zakarii (znanego nam skądinąd) i następnie równie ciekawy artykuł o upadku ekonomicznym kalifornii.
8:48 -jemy: serek wiejski z rodzynkami i otrębami granulowanymi, sałatka z wczoraj, kefir, jabłko, woda około 300 kcal (ale przynajmniej smaczne)
8:55 -siadam do komputera, facebook, gmail, nasza klasa, grono, zero wiadomości
9:01 -kupuję na allegro nowe słuchawki
9:03 -kupiłbym sobie hantle ale szkoda pieniędzy... kurczę fajne są... za tydzień sobie zamówię
9:06 -sprzątam
9:08 -łazienka
9:12-9:48 nic ciekawego nie robiłem
9:55 -no to lecimy, sportowa bielizna, dres, koszulka, longsleeve, blua, czapka, rękawiczki, słuchawki do uszu w słuchawkach Polskie Radio Program 3
9:58 -zaczynam rozgrzewkę, na początku kilometr i 100 metrów lekkiego truchtu plus podskoki, wymachy nóg, wymachy ramion, skip a i b
10:04 -dalszy ciąg rozgrzewki, rozciąganie -wszystko co najważniejsze
10:14 -trochę pobudzających ćwiczeń: pajacyki, podskoki, sprint w miejscu
10:16 -no to lecimy...
10:23 -hmm coś słabo te pierwsze 1,5 kilometra
10:30 -cholera, naprawdę słabo, jestem zmęczony a to dopiero 3 kilometry
10:51 -musiałem zwolnić, 6 kilometrów w 40 minut, strasznie słabo... jeszcze w październiku robiłem dychę w 50 minuty.
10:52 -przynajmniej z wygaszaniem nie ma problemów, trochę rozciągania i tempo spada ze 150 do normalnych 59-60 uderzeń
11:00 -no to jeszcze 300 metrów sprintu na dobicie, 3 razy po 100 metrów
11:02 -ałaa... moje nogi
11:03 -no to rozciągamy
11:06 -już w domu
11:08 -szóstka wejdera koszmarem studentów... jedziemy
11:14 -no to jeszcze trochę pompek... 20 zwykłych i 10 wąskich wystarczy
11:17 -przysiady z obciążeniem (plecak z książkami), 25 wystarczy
11:19 -rozciągamy...
11:25 -skoro już odetchnąłem, trzeba coś zjeść, idziemy w białko -banan, serek wiejski, woda 220 kcal.
11:27 -myślę, że komuś może to wydać się interesujące... ale najpierw prysznic
Martwi mnie dzisiejsza sytuacja, 6 kilometrów w niezbyt dobrym czasie i byłem praktycznie wyczerpany. Składam to na karb lekce sobie ważenia biegania przez ostatnie 2 tygodnie, 2 tygodnie temu biegałem tylko 2 razy (w sumie 13 km), w zeszłym ani razu.
Plus chyba nie jest dobrym pomysłem bieganie w dzień po siłowni (zwłaszcza, że dałem sobie w kość, zwłaszcza pod koniec na ergometrze -udało mi się ustawić nową życiówkę na 2 km z obciążeniem 8 aktualny rekord: 9:51). Ale na dzisiaj dość samozachwytu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz