Chciałbym na początku pozdrowić wszystkich przyszłych czytelników mojego pamiętnika, tak będę nazywał ten twór pomimo niespełniania przez niego cech określonych w słownikowej definicji pamiętnika (np pisanie go gęsim piórem i zamykanie w okutej żelazem skrzyni). Wydaje mi się, że skoro Polacy nie gęsi i język swój mają, to wypadałoby choćby w ten sposób pokazać, że jednak ma się trochę poszanowania dla języka. Także pamiętnik to będzie i pamiętnikiem pozostanie.
Być może wypadałoby powiedzieć kilka słów o sobie, ot tak na dobry początek, żeby było wiadomo z czym to jeść. Jestem Mroov, tak naprawdę nazywam się Mateusz, ale w zasadzie poza kilkoma osobami nikt tak do mnie nie mówi. Mrów, Mruf, Muf, Mów to inne wersje tego samego imienia, czy też pseudonimu (raczej pseudonimu). Przyszedłem na ten świat staraniem mojej matki wówczas nauczycielki dokładnie 21 lat 2 miesiące i 25 dni temu (28 sierpnia, tak jak Werter lub Filip Gąbczak -bohaterowie dość ciekawych książek z czasów licealnych). Obowiązek edukacyjny wypełniłem w szkole podstawowej w pomorskiej wsi, położonej blisko, ale nie dość blisko, Trójmiasta (50 km w kierunku północno-zachodnim od Gdyni) następnie w szkole gimnazjalnej w innej wsi choć położonej w tej samej gminie. Ten okres puśćmy w niepamięć, bo nic godnego uwagi wówczas się nie działo.
Rozkręcać zaczęło się coś dopiero po rozpoczęciu edukacji w VI liceum w Gdyni. Oj tak, wspaniała to szkoła, nie tyle ze względu na poziom nauczania (wysoki?) lecz kolegów. Tak, my nastolatkowie przeświadczeni o własnej nieomylności, ambitni i impertynenccy. Pierwsze miłostki, zauroczenia i nabyty nielegalnie alkohol w małym sklepie spożywczym koło hotelu gdynia (dzisiaj już tego sklepu nie ma). Coś jak w piosence Sydneya Polaka (Polaca?) o pewnym stołecznym osiedlu. Tak, to były piękne czasy. I była Anna. Była. I tyle na ten temat. Ale nie pozwólmy myślom odbiec od głównego nurtu. 3 lata minęły zdecydowanie za szybko, matura, najdłuższe wakacje i pierwszy rok studiów na Uniwersytecie Warszawskim. Sesja, sesja, wakacje drugi rok, trochę problemów, wakacje (nota bene najlepsze wakacje mojego życia można pokrótce powiedzieć, dzięki dwóm naprawdę fantastycznym dziewczynom, z których żadna nie była spodziewana, co tym bardziej wzmocniło efekty).
A teraz mamy 22 października nadal studiuję, trzeci rok już rozkręcony leci pełną parą, praca licencjacka w trakcie pisania. Mam dużo do zrobienia, ale coś mnie tknęło, żeby zacząć pisać.
Historia mojego życia pokrótce opisana. W następnym odcinku postaram się określić co tak naprawdę we mnie siedzi. Albo inaczej, co myślę, że we mnie siedzi. Do zobaczenia następną razą.
Mateusz Mroov
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz