niedziela, 22 listopada 2009

Obiecane, to napisane

I to bardzo szybko. Nie chciałem łączyć dwóch długich postów w jeden. Unikamy stosunku czytelników pt: ''too long; did not read''.

Chciałem się zastanowić, co we mnie siedzi. Kto może wiedzieć, co we mnie może siedzieć. Przede wszystkim tak: łatwo zapamiętuję mówione informacje, ale tylko te, które naprawdę mnie zajmują. Przykład: nadal nie wiem jak nazywa się połowa ludzi z roku, mimo, że słyszałem ich imiona po 1000 razy; za to wiem, że Agnieszka to Agnieszka. I wiedziałem to, a co najważniejsze zapamiętałem, po mniej więcej nanosekundzie od zdobycia tej informacji. I nie zanosi się żebym miał zapomnieć.

Jestem na wskroś leniwy. Naprawdę ciężko mi się zmusić do konstruktywnej pracy, zwłaszcza, jeśli nie będę widzieć efektów. Albo nie dostanę pieniędzy. To pewnie dlatego nadal nie odbyłem praktyk zawodowych.

Właściwie to boję się obcych ludzi, gubię gdzieś język i nie wiem co powiedzieć. W sklepach korzystam jeśli tylko mogę z kas samoobsługowych, liczę na to, że w odzieżowym nikt nie zapyta się mnie "w czym mogę pomóc", ale jednocześnie chciałbym, aby ktoś (blondynka, max 170 cm, bardzo ładna, duże oczy (tak, oczy)) w komunikacji odezwał się do mnie po przyjacielsku, zagadał. Póki co nic takiego jeszcze się nie stało, ale jestem dobrej myśli.

Tak, jestem osobą nastawioną do życia optymistycznie, wszystko na pewno się uda, a jeśli nie to, co miało się udać to pewnie życie przyniesie coś innego w zamian. Oprócz tego, uważam, że nie ma takich kłopotów, których nie rozwiązałoby odpowiednio długie czekanie. Tutaj oczywiście nie mówię całkowicie poważnie, ale jakoś to odnosi się do mojej natury lenia.

Jestem osobą tchórzliwą. Ostatnio to stwierdziłem gdy salwując się ucieczką od jednej osoby zacząłem myśleć "co ja tak naprawdę teraz robię?" a teraz czuję się nieswojo zawsze gdy przechodzi obok, omijam ją wzrokiem. Jednocześnie odczuwam coś na kształt satysfakcji z tego, że ona pewnie dzieli podobne do moich uczucia.

Nie zajmuję się niczym szczególnym. Póki co utrzymują mnie rodzice, co nie oznacza, że nie jestem samodzielny. Od jakiegoś czasu udzielam korepetycji z angielskiego (well I may quite frankly say that I can speak english quite as fluent as Polish, of course if I know what I'm going to say in the first place) co pozwala mi na w miarę rozsądną egzystencję.

Jestem dość skąpy zwłaszcza gdy mam cel który chce osiągnąć (np zakup czegoś). Wówczas wydawanie pieniędzy sprawia mi wręcz fizyczny ból -tak jak dzisiaj, kiedy mamine pieniądze się skończyły i musiałem dołożyć z własnej kieszeni żeby móc w przyszłym tygodniu cokolwiek jeść. To pewien paradoks: uwielbiam mieć pieniądze, uwielbiam wydawać pieniądze, nie znoszę nie mieć pieniędzy. Póki co nie zanosi się, żeby dało się to jakoś pogodzić.

To w zasadzie wszystko na ten temat, jeśli ktoś miałby jakieś głębsze bądź płytsze pytania odnośnie mojej osoby bardzo proszę, śmiało, skontaktuj się bądź to drogą mailową (jamroov@gmail.com) bądź w jakikolwiek inny sposób.

Pozdrawiam i życzę miłej reszty wieczoru.
Mroov

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz