To już, jakby nie było, 8 miesięcy. Czyli prawie jak ciąża. Prawie jak rok. To już 8 miesięcy intensywnej terapii odchudzającej. Może nie tyle terapii co zmiany sposobu życia. Ot tak. Pewnego dnia, pewnego dnia postanowiłeś coś zmienić. Zainwestować te 49 zł w najbrzydsze na świecie buty do biegania i spróbować przebiec choćby w dół najbliższej ulicy. Stan przedzawałowy.
Jednocześnie przestajesz wcinać to co lubisz. Dla ciebie skończyły się:
-słodycze
-cola
-chipsy
-fast food
-przekąski
-zabielane sosy
-...
i wiele wiele innych rzeczy. Od dłuższego czasu zakupy wyglądają całkowicie inaczej niż kiedyś. Już nie tyle wybierasz z półki to, na co masz ochotę, ale to co musisz zjeść. Albo powinieneś zjeść.
Zaczęła się era:
-świeżych owoców (i to też nie wszystkich)
-warzyw (j. w.)
-nieśmiertelnej piersi z kurczaka która stanie się twoim najlepszym przyjacielem już po wsze czasy
-restauracji green way, bo tylko tam nie masz świadomości, że się trujesz
-i serka wiejskiego light, bo ma mało tłuszczu a trzeba jeść właściwie same białka i owoce
I wcale nie jest tak, że wydajesz mniej na jedzenie. Wręcz przeciwnie, bo to dobre dla ciebie jedzenie, jest zdecydowanie droższe niż to niedobre dla, ale smaczne jedzenie.
Tak czy siak, stan obecny moim zdaniem jest dość zadowalający. Z 96 czy 98 nawet kilogramów udało mi się zejść do stabilnych 70-72 zależnie od dnia. Już nie umieram po 100 metrach szybkiego marszu. I nie muszę się chować gdy ktoś chce zrobić zdjęcie bo mam świadomość, że na obrazku wyjdę... normalnie.
***
To tyle w charakterze refleksyjnym.
***
Ostatni tydzień był całkowitą, totalną, absolutną porażką. Dawno nie miałem tylu spraw do załatwienia na głowie i świadomości, że pomimo starań i czasu nie wyszło do końca to, co powinno. A terminy gonią. I jak tu znaleźć jeszcze czas na regularne treningi biegowe, kiedy kładziesz się spać około 1 w nocy i nie masz siły zwlec się z łóżka o tej 7:30 zjeść śniadania, odczekać godziny i zabrać się za trening, zwłaszcza mając świadomość, że możesz ominąć etap biegania i czekania, wstać o 9 i przejść od razu do śniadania -oczywiście jesz mniej niż gdybyś miał biegać, to oczywiste. Tak czy siak nie jest dobrze. Od przyszłego tygodnia zaczynam bardziej intensywne trenowanie. I muszę mieć wagę. Żeby się ważyć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz